czwartek, 15 kwietnia 2010

Czy w Polsce mamy wolny rynek?


Mała rewolucja zaszła ostatnio w spedycji. Nasz rynek jest mocno ograniczony jeśli chodzi o przesyłki. Każdy pamięta metalowe blaszki, woreczki z piaskiem czy inne obciążniki dołączane do paczek, tylko z tego powodu by ciężar przesyłki przekraczał normę poniżej której Poczcie Polskiej należy się monopol, czynił tak nawet główny dostawca usług telefonicznych(którego z szacunku dla wolnego rynku tutaj nie wymienię).

Mamy więc mały paradoks. Politycy boją się pomysłu prywatyzacji Poczty jak ognia, a firmy działają jak działały w szarej strefie. Kiedy ktoś z warstwy rządzącej będzie miał odwagę by uporządkować cały postkomunistyczny bałagan i ruszyć szacowna instytucję poczty w nowe milenium(bo jak na razie mocno siedzi w ubiegłym wieku) – niestety nie wiadomo. Zabawny jest fakt, że firmy które dociążają swoje przesyłki, a przecież wiąże się to z nielichymi kosztami produkcji ciężarków i ich dodatkowego transportu, zresztą wielu odbiorców tych przesyłek jest nie bardzo zadowolona z dodatkowego prezentu, są konkurencyjne, ba świadczą usługi często tańsze niż Poczta Polska.
Wzorem zdrowej rywalizacji rynkowej według mnie jest obecnie transport osobowy i towarowy. Do niedawna tak nie było, ponieważ taksówki posiadały monopol i z góry ustalone, dość wysokie muszę przyznać, taryfy. Teraz po wejściu bądź co bądź w lukę prawną różnych przewozów osób, przedsiębiorstwa nie mają innego wyjścia jak stać się konkurencyjnymi. Przykładem jest firma działająca w Krakowie nosząca z angielszczoną nazwę od mitycznego pana który zapragnął latać wyżej na woskowych skrzydłach, mam nadzieję że los tej firmy będzie inny niż mitycznego bohatera. Jako kolejny przykład można wymienić taksówkę bagażową w Warszawie, która zmusiła firmy zajmujące się przeprowadzkami do podniesienia jakości usług i obniżenia cen.
Dziwne jest to, że wszyscy piętnują „polską przedsiębiorczość” i wyszukiwanie luk w prawie, to nie ludzie są cwaniakami, tylko prawo jest złe, gdybyśmy faktycznie posiadali wolnorynkową gospodarkę, nie trzeba byłoby kombinować. Jakoś jednak nikt tego zrozumieć nie może.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Przewoźnicy, a zdrowa konkurencja.


Alternatywą są przewozy osób firmami które nie są licencjonowane jako taksówki, to stosunkowo nowa rzecz na polskim rynku i ma się muszę przyznać całkiem nieźle, lecz trzeba uważać na firmy podszywające się pod tanie przewozy i korzystać tylko ze znajomych i polecanych firm. Większość z nich bez problemu znajdziemy w internecie, tak samo jak i opinie o nich. Komfortowe dla klienta jest to, że dzwoniąc i podając miejsce początkowe i docelowe zostanie nam podana cena i hasło, które zagwarantuje, że taksówki nikt nam nie podbierze.


Te zmiany na rynku taksówek zmusiły mnie osobiście na zmienienie odrobinę branży, obecnie w dalszym ciągu prowadzę taksówkę, lecz jest to już taksówka bagażowa, firma w której pracuję oferuje tanie przewozy samochodami typu van, popularnie zwane busami, ale ma też w arsenale większe pojazdy, choć z doświadczenia wiem, że van w zupełności wystarcza podczas średniej przeprowadzki. Muszę przyznać, że zmiana pracy dobrze mi zrobiła, jeżdżenie taksówką po Warszawie jest stresujące, zwłaszcza w godzinach szczytu lub późnym wieczorem, nie wspominając o tym, że to praca niebezpieczna. Teraz pracuję w dzień, a klienci z którymi mam do czynienia to zwykle mili ludzie, którzy doceniają trud jaki wkładamy w ich komfort.

Uwaga na cwaniaków.

Byłem taksówkarzem w Warszawie przez 6 lat wiele już widziałem, wiele ciekawych osób siedziało w moim samochodzie. Czasy się jednak zmieniają i czas iść wraz z nimi. Każdy pewnie słyszał o słynnych „przewozach osób” precedensowa sprawa miała początek w Krakowie, ale pomysł szybko podłapały cwaniaczki z innych miast między innymi ze stolicy. Teraz też można się „przejechać” jeśli nie mamy na tyle rozsądku by zapytać o cenę kursu wcześniej, a pytać trzeba, bo ceny u tych ściemniaczy dochodzą nawet do 90 zł za kilometr, to więcej niż przeprowadzka!


Jak doszło do takiej sytuacji i czemu nikt nic z tym nie robi?

Jak zwykle winne jest polskie prawo, luka pozwala na utworzenie szarej strefy, a ceny nie są w żaden sposób normowane, bo ograniczałoby to wolny rynek. Kierowca ma obowiązek poinformować pasażera o cenie usługi, lecz przepisy nie są sprecyzowane i za taką informację może ujść mała naklejka na tylnej szybie, dlatego pytajmy, kierowca jest zobligowany by nam odpowiedzieć, a jeśli będzie coś kręcił, to poszukajmy sprawdzonej firmy.

Pewnym rozwiązaniem jest po prostu „taxi” widząc ten napis nie zostaniemy oszukani, lecz ceny kursów też są wysokie, ale to cena jaką trzeba ponieść za markę i jakość usług, nie zaś na rzecz cwaniaczka, który liczy na szybką kasę.